Index | O mnie | Księga | Fav | Autorka
Rozdziały: 0 | 1 | 2
Dnia 16 czerwca 2010 roku, zapisano:

Prolog

Dwudziestosześcioletnia kobieta siedziała w barze wśród pijanych mężczyzn, spokojnie sącząc drinka. Jej wzrok uciekał ciągle w stronę szesnastoletniego chłopca, bardzo do niej podobnego, który niedaleko niej przy stoliku, zawzięcie szukał czegoś na swoim laptopie. Zawsze gdy na niego patrzyła, wątpiła, czy to co robi jest na pewno dobre. Mimo że ratowała wiele osób, bała się, że w końcu i jej brat stanie się kimś takim jak ona. Chciała dla niego innej przyszłości. Za wszelką cenę ratowała jego dzieciństwo. Dzieciństwo, którego ona nie miała. Pamiętała rodziców jedynie jako dobrych łowców. Nigdy nie okazali jej odrobiny czułości, troski czy nawet miłości. Była wychowana po wojskowemu. Nie miała im tego za złe. Zrobili, jak uważali za słuszne. Jednak często zastanawiała się, kim by była, gdyby urodziła się w normalnej rodzinie. Czy i tak dowiedziałaby się o tym, co kryje ciemność? Czy mimo wszystko zostałaby łowcą? Tego już nie sprawdzi, ale za wszelką cenę chciała odciągnąć od tego Martina. Pragnęła, żeby się uczył, zdał na studia i założył rodzinę. Żeby zrobił to, czego jej nigdy nie będzie dane. Jednak on niezwykle palił się do tej roboty. Krążyło to w jego krwi, a jej nie pozostało nic, jak się z tym pogodzić. W końcu przywołał ją do siebie ręką, więc wstała i powolnym krokiem do niego podeszła.
- Rozpoznajesz to auto? – spytał, pokazując na artykuł na ekranie.
Pochyliła się nad nim i spokojnie przyjrzała ilustracji. Masa, na którą wskazywał jej brat, kiedyś może i owszem była pojazdem, lecz teraz trudno było to stwierdzić. Przekręciła lekko głowę, zastanawiając się, gdzie to auto już kiedyś widziała.
- Moment – mruknęła, pochylając się jeszcze niżej. – Czy to nie jest… Impala Winchesterów?
- Dokładnie. John Winchester nie żyje – powiedział grobowym tonem.
John Winchester. Ellen i Jo kiedyś jej o nim opowiadały. Podobno świetny łowca. Zawzięty i pewny siebie. Chwileczkę, pomyślała, czy on nie miał…
- A co z jego synami?
- O nich nic nie ma – poinformował ją brat. – Myślisz…?
- Na pewno się z tego wylizali – stwierdziła z przekonaniem. – Zbieraj się. W takim tempie nie dojedziemy do zajazdu Harvelle do gwiazdki.
Poklepała go lekko po ramieniu i ruszyła w stronę wyjścia. Wiedziała, że Martin zaraz ją dogoni.
- Merle! – krzyknął za nią, biegnąc i trzymając laptopa pod pachą. – Jedziemy do Ellen?
- Dokładnie. Mam sprawę do omówienia z Ashem, a ty pewnie chcesz się zobaczyć z Jo.
W tym momencie uśmiechnął się tak szeroko, że Merle zrobiło się lżej na sercu. Chciała, żeby zawsze został tym roześmianym dzieckiem.

Wpisało się już 11 osób. I ty dopisz się

Wykonała Katie. Na wyłšczny użytek Damned Soul. Więcej na Goodies.
Zdjęcia: 1, 2, 3, 4, 5. All rights reserved!!!